Zapytano myśliwego, czy nie szkoda mu zwierząt, które zabija. Oto co odpowiedział

Szkoda mi jest, gdy w domu czy restauracji podawany jest rosół z kurczaka, który całe swoje życie spędził w klatce, a na koniec został zabity. Takie zwierzę nie ma żadnego życia.

Zwierzyna, na którą poluję, to zwierzęta wolno żyjące, cieszące się pełnią zwierzęcego życia. Kiedy dzik czy sarna giną pod kołami samochodu, nikt nie pyta kierowców, czy szkoda im, że zabili zwierzę. Myśliwi wykonują obowiązki wynikające z ustawy. Gdyby nie polowali, ludzie nie mieliby co jeść. I nie mówię o mięsie, tylko chociażby o chlebie, bo nie byłoby z czego go upiec. Z pól nie byłoby co zbierać.

foto: trop-pracownia.com

Wkładam wiele wysiłku, żeby odnieść sukces łowiecki. To nie jest tak, że przyjeżdżam, siadam na ambonie i co pięć minut strzelam, a potem piecu innych kolegów zabiera ranne zwierzę. Bardzo często jestem sam. Strzelanie zajmuje sekundę, a potem cztery godziny zabiera mi śćiągnięcie sztuki i dostarczenie jej na skup. Po takich „zapasach” przez kilka następnych dni wszystko mnie boli.

Poluję jak wszystkie inne drapieżniki. Lubię jeść dziczyznę, moje dzieci też lubią, więc nie mam żadnych wyrzutów sumienia.

Dodaj komentarz